Zakładki:
Strony które polecamy
Online |
BLOG TEN JEST O NASZEJ RODZINCE
piątek, 23 listopada 2007
Cieszymy się ze jesteście bardzo cierpliwi i cały czas zaglądacie na stronę. Niestety notoryczny brak sił, czasu i nowe kłopoty, jakie się pojawiły uniemożliwiły nam systematyczne uzupełnianie stronki. Mam nadzieję, że jak zwykle nam wybaczycie. Radosną dla nas rzeczą jest to, że nasze dzieci nie chorują już od kilku miesięcy. Gabrysia dzięki temu ma szanse nabrać odporności, i lepiej przygotować organizm do zimy. Po kilku wizytach u pulmonologa (mam nadzieje że dobrze to napisałem), pani doktor stwierdziła że nasza córa nie jest na pewno alergiczką, a co gorsza astmatyczką. Więc chwała Bogu i wielkie dzięki za to, że wysłuchał naszych modlitw. Poza tym, zachowanie Benia uległo znacznej poprawie. Chyba każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, tak też jest z Beniaminem. Generalnie jest coraz lepiej. Gabrysia za to pokazuje swoje pazurki coraz częściej, a jak zacznie się drzeć to wierzcie mi nie wiele osób potrafi stać obok niej obojętnie. Jest bardzo obrażalska i bardzo uparta. Z Beniem dało się negocjować, z nią nie. Oczywiście staramy się jej nie ustępować, ale jak jest to ciężkie, wiedza tylko ci co widzieli, co Ona potrafi. W domu sytuacja się poprawiła, nie zawsze jest różowo, ale i tak nie jest nam źle. Zmieniliśmy nastawienie do naszej sytuacji mieszkaniowej, zaczynamy akceptować tą sytuację. Im mniej się szarpiemy z naszymi oczekiwaniami co do życia, tym łatwiej jest nam się cieszyć z tego co mamy. Złożyliśmy wniosek o wykup mieszkania, i jak by się wszystko udało to może w przyszłości zamienimy je na większe, w jakiejś spokojniejszej okolicy. Teraz niestety opiszemy te kłopoty które nas spotkały. Pierwszy dotyczy samochodu. Niestety człowiek, od którego kupiliśmy samochód (o którym marzyliśmy, który udało nam się kupić oczywiście dzięki kredytowi, który będzie nasz kosztował wiele wyrzeczeń przez trzy kolejne lata ), okazał się kombinatorem. Sprzedał nam samochód z przekręcanym licznikiem. Wiemy, że w Polsce ciężko znaleźć samochód z autentycznym przebiegiem, i pewnie bylibyśmy się wcale nie denerwowali, ale ten człowiek wiedział, że kupujemy auto ze względu przede wszystkim na mały przebieg ( co najmniej dziesięć razy było to powtarzane). Nie był to handlarz samochodowy, więc myśleliśmy, że nas nie oszuka. Wierzyliśmy mu. Niestety pech (a raczej Opaczność) chciał, że trafiliśmy do tych samych mechaników, co ten pan. Pech chciał, że panowie bardzo dobrze pamiętają ten samochód i są w stanie udowodnić, że miał inny przebieg ( oni wykonywali przegląd rejestracyjny tego samochodu). Byliśmy zdruzgotani tą informacją. Długo zastanawialiśmy się co zrobić. Zdecydowaliśmy powalczyć o swoje. Mieliśmy wrażenie, że podejmujemy walkę z wiatrakami, wydawało nam się, że z nieuczciwością ludzką nie można wygrać. Chcieliśmy pokazać sprzedawcy, że nie jest nam obojętne to, co zrobił, ale że nie czujemy do niego nienawiści. Przez cały czas negocjacji był w stosunku do nas bardzo bezczelny i dopiero, gdy dowiedział się, że jesteśmy mu w stanie udowodnić winę, zmienił podejście do nas. W efekcie dogadaliśmy się i wybraliśmy najlepszą z dróg, czyli ugodę. Rzeczoznawcy wycenili auto i pan zwrócił nam różnicę. Na całe szczęście obyło się bez sądów i rozstaliśmy się w pokojowych nastrojach. Mimo tego, że wiedzieliśmy, że racja jest po naszej stronie, mieliśmy wrażenie, że kogoś krzywdzimy. Po całym tym zamieszaniu chcieliśmy się pozbyć samochodu, ale z takim przebiegiem nikt nie kupiłby go za taką cenę, a już trochę w niego włożyliśmy. Zatem samochód został i sprawuje się prawie dobrze. Prawie, bo od czasu do czasu wyskakuje jakiś błąd i nikt nie wie, co mu się dzieje, bo żadne podłączenia do komputera nic nie wykazują. Drugi to niestety kradzież. Ukradziono mi sporą ilości pieniędzy firmowych (koło 9000 tyś zł). Była to kradzież „zorganizowana” , bo im dłużej o tym myślę to wszystko co się działo wtedy na to wskazuje ( całe te zagadywania, sztuczny tłok w sklepie, unikanie kontaktu wzrokowego). Ci ludzie musieli się do tego przygotować, i to dobrze. Cieszę się że skończyło się tylko na pieniądzach, jakbym zauważył że coś się kroi to nie wiadomo jak by się to skończyło. Mógł bym nie wyjść z tego cało. Tak to tylko ucierpiała moja kieszeń, bo ubezpieczenie sklepu zwróciło tylko połowę skradzionych pieniędzy. Resztę musze zapłacić z własnej kieszeni bo szef uznał że nie jestem bez winny (nie zabezpieczyłem odpowiednio kasy). Do końca roku musze jeszcze oddać dwa tysiące. Nie wiem jeszcze jak to zrobię. Pozdrawiamy wszystkich „cierpliwych”. p.s. Jutro bądź pojutrze dalszy ciąg ( musimy jakoś to wszystko chronologicznie poukładać, żeby Wam nie pomieszać wszystkiego)
sobota, 19 maja 2007
Witamy No cóż, znowu bardzo
zaniedbaliśmy naszego bloga. Tak to już bywa. Najpierw chwile wielkiej
gorliwości a potem długie tygodnie milczenia. Wszyscy którzy nas znają
przyzwyczaili się już chyba do naszego systematycznego uzupełniania wpisów. Nie
wiem czy uda mi się nadrobić ten czas bez wpisów i przekazać wam wszystko co u
nas się działo, ale przynajmniej spróbuje. Na początek napisze o dwóch
niezmiernie nas cieszących rzeczach. Pierwszą z nich jest fakt że od prawie
dwóch miesięcy nie chorujemy. Po ostatnich dolegliwościach chorobowych dzięki
Bogu mamy już spokój. Liczymy na to że Bóg nadal będzie nas chronił i leczył z
wszelkich chorób. Czekają nas jeszcze badania dzieci (krew, mocz itp.) których
niestety ze względu na nasz stan zdrowia nie mogliśmy wykonać. Nasza pani
doktor martwi się o Benka, bo wolno rośnie i mało przybiera na wadze, a u
Gabrysi musimy sprawdzić czy nabiera odporności. Od dwóch miesięcy mamy nowy
samochód (zdjęcia wkrótce), cieszymy się bo nasz stary, był samochodem nie
zawodnym ale nie bez wad. Blacharka bardzo się sypała i zaczęło się dziać coś z
gazem. Służył nam wiernie przez trzy lata, i żal było się rozstawać. Nowy to też opel astra tylko że II i
ropniak. Zostaliśmy wierni marce. Póki co nowy sprawuje się dobrze, trochę dużo
pali ale nic nie jest idealne. Pozdrawiamy wszystkich
czytających.
wtorek, 30 stycznia 2007
Zima jest bardzo
fajna......... jak pada śnieg. Poprzednio pisaliśmy o tym
że lubimy jak pada śnieg, a teraz przyszło to czego nie lubimy w zimie czyli
topniejący śnieg. Przejście do samochodu w taką pogodę to bieg z przeszkodami. Na drodze osiedlowej porobiły
się takie koleiny że trzeba by mieć terenówkę żeby bez szkody przejechać. Tak
było wczoraj rano. Wieczorem natomiast było jeszcze gorzej. Cała ta woda z
topniejącego śniegu zmieniła się w lód. Nasz samochód jadąc po drodze
osiedlowej wydawał bardzo dziwne odgłosy. Miałem wrażenie że nie mam kół a
podwoziem trę o nawierzchnie. Marzy nam się większy rodziny samochód z
siedmioma miejscami i podniesionym zawieszeniem, że by między innymi nie
przezywać takich horrorów na drodze jak wczoraj.
Byliśmy wczoraj
z wizytą u Grzesia i Ani. Bardzo sympatyczny czas. Ania jak zwykle przygotowała
coś pysznego. Oglądaliśmy zdjęcie ze ślubu, słuchaliśmy o ich podróży poślubnej.
Miło jest się tak spotkać bez jakiejś konkretnej przyczyny, dlatego żałujemy że
nie mamy tyle czasu żeby częściej odwiedzać znajomych.
czwartek, 25 stycznia 2007
Witamy.Jesteśmy po wizycie u lekarza specjalisty pnumonologa. Musieliśmy skonsultować się z lekarką ponieważ Gabrysia cały czas chorowała na oskrzela i gardło. Były podejrzenia że jest astmatykiem i to tym w najgorszym wydaniu. Ta wizyta nas jednak trochę uspokoiła. Lekarka która u wszystkich widzi alergie na wszystko co możliwe (tak było z Beniem, który póki co nie ma żadnych objawów alergii), stwierdziła że to raczej nie alergia ani astma. Podejrzewa że bakteria, która gdzieś tam swego czasu zagnieździła się w organizmie Gabrysi tak rozstraja jej organizm ze ona choruje. Czekają nas teraz badania posiewu i krwi żeby sprawdzić tą teorie. Gabrysia od półtorej tygodnia jest zdrowa. Prosimy o modlitwę. No i jest, przyszła zima. Dzieci się cieszą, dorośli już mniej. My lubimy jak pada śnieg, jak się tworzy magiczny klimat. Szczególnie wieczorem, kiedy lampy dają ciepłe światło, odbijające się od śniegu, które tworzy specyficzną łunę. Wszystko wygląda wtedy jak z bajki. Zresztą sami zobaczcie. Zdjecia zrobione o 22.00. ![]() ![]()
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Dzień Babci i Dziadka minął
hucznie. Był obiad herbatka i
placuszek i tradycyjny spacer. Cieszymy się że znowu była okazja żeby cała
rodzina się spotkała. Benio jeszcze do końca nie
kojarzy tych wszystkich powiązań rodzinnych ( co wcale mu nie przeszkadza
kochać wszystkich), z czego wynikają czasami śmieszne czasami refleksyjne
stwierdzenia trzy latka. Oto dwie z nich Pierwsza refleksyjna: Monia -
Dzisiaj przyjdzie Kacper do
nas Benio -
A po co M. -
Bo twój dziadek i babcia są też dziadkami
Kacpra B. -
NIE M. -
Tak. Kacper ma dziadka Heńka i
dziadka Ryśka, Babcie Zosie i babcie Marysie. Ty masz dziadka Heńka i dziadka
Heńka i babcie Marysie Na to Benek siada obrażony
na podłodze B. -
NIE M. -
Tak Bnio, tak jest B. -
NIE, ja też chce mieć dwóch
dziadków i dwie babcie Druga śmieszna (chociaż może
się okazać ze tylko dla nas): Przychodzi do nas nasza koleżanka
Ewa. Benio wylatuje na korytarz trzymając coś w ręku i krzyczy: -
Patrz co mam E. -
O jakie fajne, a skad to
masz?? B. -
Od Ewy (ma na myśli swoją
ukochaną ciocie EWE) Ewa na to chcąc dalej
utrzymywać ta rozmowę -
Nie to nie ode mnie B. - nie to od tej ... przyjaciółki mamy
piątek, 19 stycznia 2007
Witamy
Niestety z blogiem cały czas nie idziemy do przodu. Nie wiemy dlaczego napisanie kilku zdań jest tak trudne że nie możemy zabrać się do tego regularnie. Teraz odkurzyłem klawiaturę i już pisze co u nas słychać.
Na razie rzeczy toczą się po staremu.
To wszystko co mi przychodzi do głowy. No bo jak opisać nasze życie?? Musiał bym pisać codziennie że Benek nie zjadł całego obiadu, że Gabrysia budzi się po dziesięć razy w nocy i tak dalej. Po prostu codzienna wyczerpująca egzystencja. Monia jest bardzo zmęczona. Nie wiedzieliśmy że być rodzicem to 80% ciężkiej pracy, łez bezsilności, a 20% to radość serca jak się uśmiechają, jak beztrosko szaleją. Bardzo często mamy poczucie że nie nadajemy się na rodziców. Często usypiamy razem z nimi, i czas który chcemy poświęcić sobie bez dzieci, przepada. Na całe szczęście nie poddajemy się, brniemy do przodu. Walczymy o dzieci i o siebie. Mamy mocnego sprzymierzeńca. Dzięki niemu pokonaliśmy wiele przeciwności. Dziękujemy wszystkim który o nas pamiętają. Cały czas prosimy o modlitwę.
wtorek, 10 października 2006
Witamy Przepraszam że tak długo nas nie było, ale wiele rzeczy się działo i dzieje nadal. Oczywiście nie jest to żadna wymówka, ale próba usprawiedliwienia, tego ze ostatnio nic nam się nie chce.
Jak wiecie zmieniłem prace. Póki co jestem zadowolony i mam nadzieje że mój obecny szef też. Mimo kilku wpadek (ortograficznych-bo jestem dyslektykiem), idzie mi dobrze. Wiem nie jest to skromne ale takie odnoszę wrażenie. Po okresie próbnym dostałem umowę aż do 2011 roku to jak na obecne warunki zatrudniania jest bardzo dobrze. Oby tylko sprzedaż ruszyła to będą obydwie strony zadowolone (ja i szef), ale na to potrzeba czasu i cierpliwości.
Jesteśmy po ciężkim okresie buntu Beniamina. Było naprawdę ciężko. Czasami wył przez półtorej godziny bez powodu. Każda próba rozmowy kończyła się tym samym, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem, wyciem. Byliśmy u skraju wyczerpania nerwowego. Nasz pani doktor stwierdziła ze jest to opóźniona reakcja na pojawienie się Gabrysi. Chyba ma racie po tym strasznym okresie, gdy Benek się już uspokoił nie odstępuje Moni na krok. Ona musi go ubrać, nakarmić, umyć, mimo tego że on sam już to potrafi zrobić. Czyli wynika z tego że jest zazdrosny o Monie, o to że zajmuje się małą. Monia jest wykończona. W nocy mała jej nie daje spać, a w dzień Benek świruje. Cały czas mamy wrażenie że przegrywamy z dziećmi, wydaje nam się że jesteśmy złymi rodzicami. Gabrysia Pocieszka nasza cały czas się śmieje ale w dzień akceptuje tylko jedną pozycje: na rękach. No ale jak to powiedziała nasz koleżanka że trzeba było się zastanowić a nie teraz rozpaczać. Może to i racja. Na to wszystko nałożyła się choroba naszych dzieciaków, Gabrysia dostała dwadzieścia zastrzyków w pupę. Cdn. Prosimy o modlitwe w naszej intencji
środa, 02 sierpnia 2006
OTO NADSZEDł CZAS ZMIAN
Witamy!!! Długo nas nie było. Wszysko przez zmiany w naszym życiu (kolejne). O co chodzi?? Ano o to że Darek rostał sie z KAWKĄ. Myśleliśmy że praca w tym miejscu będzie trwała wiecznie, że jest to miejsce nam przeznaczone, że powiniśmy sie go trzymać mimo wszystko. Miejsce to mimo całego swojego pozytywu niestety nieniosło ze soba żadnych perspektyw. Było w nim pare spraw których niedało sie przeskoczyć. Podjeliśmy ryzyko i Darek zmienił prace. Wszystko po to prubować sie dalej rozwijać. Prosimy o modlitwe. WIELKI DZIęKI DLA WSZYSKICH Z KTóRYMI PRZACOWAłEM W "KAWCE" ZA TO żE BYLIśćIE I ZAWSZE CZUłEM żE MNIE POPERACIE. DZIęKI
środa, 14 czerwca 2006
piątek, 12 maja 2006
CHOROBA CHOROBA CHOROBA Niestey ostatnie dni upływają nam na próbie leczenia Benia z choroby i ochronie małe przed nią. Tródne zadanie zwłaszca że mieszkamy w jednym pokoju, a Benek kocha swoją siostrzyczkę a wyrazem tego sa pocaunki w usta. Beni miał jakąś infekcie która przerodziła sie w zapalenie krtani a to przeszło w zapalenie oskrzeli. Teraz Benio zaczyna kasłać i nie wygląda to zaciekawie. Myśleliśmy że dzisiejsza noc skączy sie w szpitalu ale po podaniu syropu i intensywnym nawilżaniu kaszel ustał. Niestety Monia zaczyna od czasu do czasu kasłać i pobolewa ją głowa więc nie jest ciekawie. Z nas wszystkich najlepiej sie trzyma Gabrysia, nie kaszle nie kicha ma tylko "kipe" w nosku którą staramy sie usuwać. Mała coraz więcej spi. Chociaż i tak straszny z niej "cycacz", w większości przypadków uspokaja sie tyko przy cycu. Monia przez to jest strasznie zmęzona i niewyspana. To czego nie miała przy Benku ma teraz podwójnie przy Gabrysi.
wtorek, 18 kwietnia 2006
W końcu są. Monia i Gabrysia w domu. Wydawało mi sie, że wyjścia, czy rostania są trudne, ale okazuje się, że powroty są czasami szokujące i szalenie trudne. Zacznijmy od tego, że od rana zrzerał mnie stres, czy zdążę wszystko przygotować, posprzątać, i czy zrobię to dobrze. Czułem, że czas mi przelatuje przez palce i nie mogę z tym nic zrobić. Koniec końcem spóźniłem się dwie godziny (tylko), na całe szczęście Monia była bardziej pochłonienta powrotem do domu, niż rozliczaniem czasu. W domu miłe przyjęcie ze strony rodziców, a potem zaczął się nerwowy czas. Nikt z nas nie mógł sie odnależć w nowej sytuacji. Panowało ogólne zmęczenie i rozdrarznienie. Benek jedyny w świetnej formie latał, piszczał, brykał, za co obrywało mu się ciągle. Monia przemęczona pod koniec dnia już płakała i usypiała na stojąco. Dzisjaj w nocy spała tylko 1,5 godziny. Na całe szczęście z jej piersią jest lepiej. Ogromnie w tej sprawie pomogła jej Kasia R.... wymasowała jej piersi tak, że zastój zaczął się rozchodzić WIELKIE DZIĘKI. Ja też wyczułem jakiś zastój w piersi i prosiłem ją o masaż, ale ona nie chciała mi pomóc, więc ja dalej będę cierpiał. Teraz wszyscy śpią, w końcu odpoczywają. A to kilka zdjęć z powrotu do domu:
poniedziałek, 17 kwietnia 2006
Minął kolejny dzień życia małej Gabrysi. Mała nie dała spać Moni do 3 w nocy. Potem przyszły chwile wytchnienia. Dzień Małej minął na jedzeniu i spaniu. Monia trochę odpoczęła. Mała ćwiczyła sie też w robieniu kupy, pięć razy pod rząd, była kupa śmiechu.
ulubiona pozycja podczas snu Małej: nasza Kruszynka: a na koniec, żeby nie było tak pięknie Gabrysia głodna:
sobota, 15 kwietnia 2006
Kolejny dzień małej GABRYSI upłynął na ciągłym wiszeniu na cycu. Nie dała nic a nic odpocząć mamie. Po południu Monię i Małą przeniesli na salę po porodach rodzinnych. Chciaż położne się dziwiły, dlaczego ona chce się przenieść, skoro jest sama na sali, to po interwencji w końcu ją tam przenieśli. Zapłaciliśmy za poród 250 zł, to i należą nam się jakieś profity z tego tytułu, a sala owa posiada osobne wejście, osobną ubikacje, pokój dla odwiedzających, lodówkę, czajnik i jest oddzelony od oddziału septycznego, w sali, gdzie leżała do tej pory żadnej z wymienionych rzeczy nie było i one się dziwią.
My z Beniem o 11. poszliśmy święcić koszyczek. Benek sam go ubierał. Wieczorem pojechaliśmy razem do Moni i Gabrysi. Jesteśmy z niego dumni, dzidzusiem był zachwycony i chciał nosić, podawać smoczek i głaskać. Jak narazie super! Zobaczymy, co będzie, jak sobie uświadomi, że ona zostaje u nas na zawsze?!
a to nowe zdjęcia:
piątek, 14 kwietnia 2006
Dziewięć miesięcy czekania i w końcu jest! 14.04.2006 godzina 17.05 na tym świecie pojawia się nasza córka Gabrysia. Jest śliczniutka i taka niesamowita!
Poród przebiegał bardzo sprawnie, a to dzięki położnej (pani Dorota Bąk), która cały czas przy nas była. Bardzo nam pomogała. Bardzo dobrze oceniała sytuację. Szybko reagowała. Wydaje się nam, że dzięki niej ten poród trwał 4 godziny, a nie np. 12. Jesteśmy jej wdzięczni za tak miłe i pełne troski podejście do sprawy. WIELKIE DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bóle podczas tego porodu były 2x silniejsze od poprzednich, ale dzieki temu 2x skuteczniejsze. Sama faza porodu to trzy potężne skurcze, a podczas ostatniego wyszła Gabrysia. Wszyscy zgromadzeni na sali porodowej, czyli położne, pielengniarki, lekaże byli bardzo mili. Żartowali, uśmiechali się, dzięki czemu atmosfera była super. Na całe szczeście nie trzeba było nacinać krocza, więc obyło sie bez długiego bolesnego zszywania. Wszyscy podziwiali Monię za jej wytrwałość i determinację. Prawie w ogóle nie krzyczała. Ja jestem z niej szalenie dumny! Spisała się rewelacyjnie. Umieszczamy kilka zdjęć zrobionych po porodzie. Dokładnie 15 min po porodzie. Dziękujemy wszystkim za ciepłe słowa! DZIĘKI
poniedziałek, 05 grudnia 2005
Był u nas Mikołaj!Spędził z nami trochę czasu. Potańczył, pośpiewał, dał prezenty, wypił kawę i odszedł do innych dzieci. Byliśmy bardzo podekscytowani! Czekaliśmy na ten moment od rana. Zrzerała nas ciekawość, jak w tym roku Benek będzie reagował na Mikołaja. Niestety troche się zawiedliśmy, bo dla Benka była to jedna z wielu wizyt naszych znajomych. Odebrał prezenty i zaczął się nimi bawić.
sobota, 26 listopada 2005
Minęło pięć dni od naszego ostatniego wpisu. U nas nie wiele się dzieje, wiec nie wiele możemy o tym czasie napisać. Dużo pracy, to w pierwszej kolejności mi się nasuwa na myśl. Ktoś pomyśli sobie, że praca w kawiarni to takie mało zajmujące zajęcie, a jednak nie, pochłania mi dużo czasu, nawet tego wolnego. Cierpi na tym moja rodzina, bo coraz mniej czasu im poświęcam, ale Monia i Beniamin są w tym wszystkim (jak to zwykł mówić mój szef) bardzo dzielni i starcza im jeszce sił, by mnie wspierać z czego się niezmiernie cieszę. To wszystko (czyli ta praca). Mam nadzieję, że kiedyś zaowocuje i będzie nam przynosiła więcej satysfakcji. 23.11.05 Byliśmy z wizytą u naszych znajomych - Państwa Filiksów. Niesamowici ludzie. Tyle w nich energii, życiwego entuzjazmu, pokory, i uśmiechu, że wizyta u nich to czysta przyjemność. Mało jest na świecie tak pozytywnie nastawionych do świata ludzi. Pozdrawiamy Was serdecznie! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||